Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)

Herby Koszalina

Herby miejskie powstawały od połowy XIV wieku...

więcej

Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina

 

obchodzi jubileusz 20-lecia. W  ramach SPK funkcjonuje:

więcej

Rozmowy i wywiady
Wiele do odkrycia PDF Drukuj Email

Rozmowa z Jackiem Borkowskim, archeologiem z Muzeum Okręgowego w Koszalinie

-Jest Pan znany mieszkańcom Koszalina z wielu wykopalisk prowadzonych w mieście. Jak zaczęła się Pana przygoda z archeologią?
-Trafiłem na studia archeologiczne w 1994 roku, był to poznański UAM. Na wybór kierunku studiów miały wpływ opowieści kolegów, wyobrażenie o tym, że po studiach archeologia faktycznie będzie przygodą życia z poszukiwaniem skarbów i niebezpiecznymi wyprawami. Rzeczywistość okazała się bardziej prozaiczna, co nie znaczy że archeologia jest nudna, bo nie jest. Najbardziej fascynujące jest trzymanie w rękach "na żywo" odkrytego znaleziska.
-A chciał być Pan kimś innym z zawodu?
-Przez chwilę chciałem studiować stomatologię.

Więcej…
 
Cieszę się z każdego drobiazgu PDF Drukuj Email


XX Rozmowa z księdzem biskupem Edwardem Dajczakiem, ordynariuszem Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej

- Chodzi czasami ksiądz biskup po Koszalinie jako „cywil”?

- Często. I nawet kiedy jestem w kapłańskiej koszuli, to incognito. Chodzę, żeby się dotlenić. Tak po prostu. Miasto zwykle oglądam szybko, z okna samochodu, kiedy gdzieś jadę służbowo. Spacer to moment tylko dla mnie. Chodzę i cieszę się każdą nową rzeczą, jaką widzę.

- Jaki jest Koszalin z tej perspektywy?

- Przyjechałem tu siedem lat temu. Wcześniej znałem miasto „z widzenia”. Widziałem katedrę i jej okolice, ewentualnie jechaliśmy gdzieś na parafię, bo byłem wówczas biskupem w Metropolii Szczecińsko-Kamieńskiej, a Koszalin, Zielona Góra i Szczecin jako biskupstwa ją tworzyły. I kiedy przyszedłem tu do naszej diecezji marzyłem o tym, żeby to był mój dom. Zawsze gdy o tym mówię, przytaczam słowa mojego świętej pamięci Taty, który po mniej więcej roku mojego pobytu w Koszalinie, gdy do mnie zadzwonił, zaczął wypytywać, gdzie ja w tym momencie jestem. On nigdy nie był ciekawski. Pomyślałem: „Co się dzieje, że starszy pan dopytuje, gdzie syn się podziewa?”. Odpowiedziałem: „W domu”. Nastała cisza w słuchawce. Po dłuższej chwili Ojciec mówi: „Czekałem, kiedy to powiesz”.

 

Więcej…
 
O rodzie Gryfitów PDF Drukuj Email

Autor: Marcin Prusak

O Gryfitach, prawdziwych panach Pomorza

My, współcześni Pomorzanie, niewiele wiemy o historii Pomorza. Szkoła jej  nie uczy, a w potocznej świadomości nadal pokutują przekłamania z czasów PRL-u. O odrębności tych ziem i rządzącej nimi dynastii rozmawiamy z dr. Bronisławem Nowakiem, historykiem, znawcą dziejów Pomorza i dynastii Gryfitów.

- Propaganda przez prawie pół wieku wmawiała nam, że Pomorze było kiedyś  polskie, a więc po 1945 roku wróciliśmy na swoje, piastowskie ziemie. Tymczasem na Pomorzu przez 600 lat panowała dynastia Gryfitów a nie Piastów. Czy Gryfici mieli coś wspólnego z Piastami?

- O początkach dynastii Gryfitów możemy tylko dywagować. Rzeczywiście istnieje teoria, że wywodziła się ona z bocznej linii Piastów.

- Tak jak teoria, że pomorscy Gryfici byli boczną linią rodu Świebodziców.

- Świeboda to było zawołanie bojowe Gryfitów z Małopolski. Ród ma korzenie na terenach połabskich. Prawdopodobnym jego założycielem był Jaksa z Kopanicy, książę pochodzący z okolic dzisiejszego Berlina. Warto mieć świadomość, że Berlin powstał z trzech leżących blisko siebie grodów słowiańskich, a założono go w czasie krucjaty, w której jednym z dowódców był Albrecht Niedźwiedź, czyli po niemiecku der Bär.

 

Więcej…
 
Rozmowa o historii i ludziach PDF Drukuj Email

Rozmowa z Zenonem Kasprzakiem, polonistą, przewodniczącym zespołu redakcyjnego wydawnictwa zawierającego wspomnienia koszalińskich pionierów „Mnie to miasto od innych droższe..."


- Od promocji najnowszej, trzeciej edycji wspomnień pionierów Koszalina minęło już trochę czasu. Książka rozeszła się jak przysłowiowe świeże bułeczki. Trudno ją dostać, czy będzie dodrukowana?

- Książka została wydrukowana w nakładzie 500 egzemplarzy. Wiem, że wiele osób chciałoby ją mieć, można jeszcze pytać w Stowarzyszeniu Przyjaciół Koszalina. Jeśli chodzi o dodruk, nie mam w tej sprawie informacji, trzeba jednak pamiętać, że wydrukowanie kolejnych egzemplarzy wiąże się z kosztami.

 

Więcej…
 
Bohaterska szlachcianka PDF Drukuj Email
Historia miasta - Rozmowy i wywiady
wtorek, 05 czerwca 2012 06:07

Rozmowa z Renatą Barecką, córką Jadwigi Giedroyć, kurierki polskiego ruchu oporu, organizatorki trasy przerzutowej pomiędzy Polską a Węgrami podczas II wojny światowej.

- Wywodzi się Pani ze znakomitej litewskiej rodziny Gedroyciów, wasze szlacheckie korzenie sięgają  niemal początków Litwy. Co może Pani powiedzieć o swoich przodkach?

- Wywodzę się z rodziny szlacheckiej, moja babcia była księżną, a mama księżniczką. Moim dziadkiem był Władysław Giedroyć,  Rodzina Giedroyciów to stary ród litewski, który miał majątek na Litwie. Ten majątek przepadł, gdy mego pradziadka wywieziono na Sybir za udział w powstaniu. Moja mama, Jadwiga Giedroyć urodziła się w majątku w Miękiszu Nowym, natomiast ja  i mój brat przyszliśmy na świat w Żubraczym, w Bieszczadach. Ta posiadłość została kupiona w 1928r. jako posag dla mamy, przez babcię de Purbaix  która z pochodzenia była Belgijką. Co do ojca, Marka Marii Kociatkiewicza, to pamiętam że był po wyższej szkole handlowej i pracował jako główny księgowy w browarze w Żywcu,  herbem rodowym rodziny jest Doliwa. Gdy wybuchła II wojna miałam 4 lata.

- Oczywiście członkom rodziny wpajano odpowiednie wychowanie?

- Tak, wpajano nam wymogi dobrego wychowania, jak na przykład to że nie można było odejść od stołu wcześniej, niż skończyli jeść rodzice. A mama potrafiła jeść bardzo powoli.. Inna rzecz, że moja babcia była bardzo uzdolniona muzycznie, pamiętam jej koncerty fortepianowe, spotkania towarzyskie.

- W sumie to było życie beztroskie, ale nastały inne czasy, inne realia. Jest w Pani sporo z przedwojennej arystokratki?

-A właśnie nie, beztroskie nie było i było dalekie z tego co pamiętam od wielkopańskiego życia. Większość czasu zajmowało gospodarowanie majątkiem, administrowanie, praca ojca. Jestem zwykłym zjadaczem chleba (śmiech). Nie mam służby, jak Pan widzi żyję zwyczajnie. Majątek w Bieszczadach już dawno przejęło państwo, nie obca mi była wojenna bieda ani po wojnie-praca. Natomiast pozostała mi zasada, że dobre wychowanie i inteligencja to rzeczy ponadczasowe. I niestety, nie nauczą tego żadne studia ani uniwersytety.

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2
wszystkie prawa zastrzeżone :www.przyjaciele.koszalin.pl
projekt i wykonanie: