Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)

Herby Koszalina

Herby miejskie powstawały od połowy XIV wieku...

więcej

Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina

 

obchodzi jubileusz 20-lecia. W  ramach SPK funkcjonuje:

więcej

Koszalin międzywojenny
Gestapo w Koszalinie PDF Drukuj Email

Placówka tajnej policji państwowej w Koszalinie (Gestapo)

Gestapo czyli Geheime Staatspolizei zgodnie z ustawą o tajnej policji państwowej z dnia 10.lutego 1936 roku, uzyskało uprawnienia specjalnej organizacji policyjnej na terenie całej Rzeszy. Z dniem 28. Sierpnia 1936 roku zarządzeniem Himmlera ujednolicono strukturę organizacyjną, wprowadzając podział na kierownicze placówki Gestapo na szczeblu prowincji -  Staatspolizeileiststellen, placówki na szczeblu rejencji – Staatspolizeistellen oraz placówki terenowe – ekspozytury placówek rejencyjnych – Aussendienststellen.

Zgodnie z ustawą z 10. Lutego 1936 r. od zarządzeń i decyzji Gestapo nie było odwołania, tym samym nie istniało prawo badania ich legalności. Usankcjonowano w ten sposób uprawnienia, które Gestapo uzurpowało sobie od początku swej działalności, tj. od 1933 roku. Policja przeniknęła do wszystkich dziedzin życia społeczno – politycznego Rzeszy, za pośrednictwem konfidentów kontrolując przekonania i sposób myślenia swoich obywateli.
Ośrodkiem paraliżującym wszelkie objawy oporu miała być  instytucja aresztu ochronnego – Schutzhaft, który Gestapo mogło zastosować wobec każdego obywatela; w czasie wojny wobec wszystkich znajdujących się w zasięgu, osadzając w obozie koncentracyjnym praktycznie bezterminowo.

Gestapo wraz policją kryminalną- Kriminalpolizei tworzyły Policję Bezpieczeństwa – Sicherheitspolizei.
Prowincja pomorska swym zasięgiem obejmowała m.in. rejencję koszalińską. Całokształt działalności wytyczała placówka kierownicza w Szczecinie. Do jej uprawnień należało m.in. merytoryczne kierownictwo podległych placówek, urzędujących w siedzibach prezydentów rejencji w Koszalinie i Pile, w sprawach dotyczących jednolitego przeprowadzenia akcji represyjnych.
Placówka ta i placówka kierownicza policji kryminalnej od 1936 roku podlegały bezpośrednio inspektorowi policji bezpieczeństwa na obszar II pomorskiego okręgu wojskowego – Inspekteur der Sicherheitspolizei Und des Sicherheitsdienster für das Gebiet der WehrkreisesII.
Należy dodać, że zgodnie z obowiązującą strukturą organizacyjną władz administracyjnych hitlerowskiej Rzeszy, każdorazowy kierownik kierowniczej placówki Gestapo w Szczecinie był jednocześnie  referentem ds. politycznych nadprezydenta prowincji pomorskiej( przez cały czas był nim  gauleiter NSDAP Schwede- Coburg), a kierownicy placówek Gestapo w Koszalinie i Pile – referentami ds. politycznych prezydentów tamtejszych rejencji.

Organizacja koszalińskiego Gestapo

Całokształt i koordynacja działalności represyjnej na terenie ówczesnej rejencji koszalińskiej, obejmującej swym zasięgiem od 1938 roku powiaty: Białogard, Bytów, Gryfice, Kołobrzeg, Koszalin, Lębork, Miastko, Resko, Sławno, Słupsk był w gestii tamtejszej placówki Gestapo.
W dniu 2. Maja 1933 roku w oparciu o ustawę wydaną przez pruską radę ministrów z dnia 26. Kwietnia 1933 roku o powołaniu do życia Urzędu Tajnej Policji Państwowej, uruchomiono taka placówkę w Szczecinie. Wkrótce w Koszalinie jej ekspozyturę, na bazie istniejącej dotąd  przy prezydencie rejencji – placówce policji kryminalnej, faktycznie politycznej. Ta zaś po kilku miesiącach została przemianowana na samodzielną placówkę. Ulokowano ją w willi przy ulicy Moritzstrasse 7 (dzisiaj ulica Jedności).Należała ona do Doktora Rohledera, lekarza żydowskiego pochodzenia, którego represjonowano po 1933r.


Na mocy rozporządzenia szefa policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa z dnia 8. Października 1943 roku, z dniem 1.listopada 1943 roku koszalińska placówka została ponownie przekształcona w terenową ekspozyturę kierowniczej placówki w Szczecinie. Pozostałe ekspozytury podporządkowano również Szczecinowi do marca 1945 roku.

Organizacja wewnętrzna placówki

Wewnętrzna organizacja placówek Gestapo odpowiadała strukturze organizacyjnej urzędu IV w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy – RSHA. W pierwszych latach (1933 – 1935) działalności koszalińskiego Gestapo brak pewnych źródeł dotyczących szczegółowej organizacji. Z zachowanych danych wynika, że struktura wewnętrzna była zbliżona do byłej placówki rejencyjnej policji kryminalnej, na bazie której w 1933 roku powołano tzw. Stapostelle.
Jednolite zasady organizacyjne wprowadzono w latach 1936 – 1937, a w Koszalinie przetrwały one do kwietnia 1944 roku. Na czele stał kierownik( Leiter), jednoczesny referent ds. politycznych prezydenta rejencji.
Koszalińska placówka dzieliła się na trzy wydziały:
Wydział I – zadania ogólnoadministracyjne, organizacyjne, personalne i finansowe
Każdy wydział dzielił się z kolei na oddziały (Dienststellen) oznaczone dużymi literami alfabetu i na referaty oznaczone cyframi arabskimi
Wydział II -  tzw. Egzekutywa czyli  najbardziej rozbudowany i mający najliczniej rozbudowaną obsadę personalną – wykonywał większość zadań represyjnych. Jego głównym zadaniem była obrona przed tzw. Wrogiem wewnętrznym. Dzielił się na trzy oddziały i referaty.

Oddział II A – zwalczanie wszystkich przejawów działalności komunistycznej i lewicowej – w nomenklaturze hitlerowskiej zwanej marksizmem.
Oddział II B – sprawy wyznaniowe i żydowskie.
Oddział II C – zwalczanie wszelkich niekomunistycznych przejawów działalności antyhitlerowskiej, np. przestępstwa radiowe (naruszenie zakazu słuchania i rozpowszechniania wiadomości z zagranicznych stacji radiowych), wypowiedzi antypaństwowe, publiczne znieważanie Rzeszy, jej przywódców, Wermachtu itp.

Wydział III -  sprawy kontrwywiadu i kontrola ruchu cudzoziemców. I ten wydział dzielił się na trzy oddziały i referaty.
Oddział III A – ścisły kontrwywiad
Oddział III B – 1/ archiwum i kontrole
Oddział III B – 2/dezerterzy, „Legia Cudzoziemska”
Oddział III:
C – 1/ ściganie poszukiwanych zbiegów
C – 2/ paszporty i sprawy zagraniczne
Oddział III J – nadzór nad mniejszościami narodowymi, cudzoziemcami i jeńcami wojennymi
Taka struktura przetrwała do marca 1944 roku, bo z dniem 1.04.1944 w życie weszły nowe przepisy o ujednoliceniu organizacji wszystkich placówek Gestapo. Nowa struktura obowiązywała również w koszalińskiej ekspozyturze.

Kierownicy koszalińskiej placówki Gestapo

1/ radca Brien                            11.maja 1933 – 24.marca 1934
2/ Schlette                                   1934 – 1936
3/ asesor Helmuth Bischoff     19.października 1937 – 1939
Urodzony w Głogowie 1.marca 1908roku, nr leg. NSDAP 203122, nr leg. SS 272403. Od grudnia 1935 szef Gestapo w Legnicy. W 1936 roku kierownik Stapostelle w Lüneburgu. Od sierpnia 1937 roku  do początku sierpnia 1939 roku pełnił analogiczna funkcję w koszalińskiej placówce. Następnie w stopniu Sturmbannführera SS objął kierownictwo grupy operacyjnej policji bezpieczeństwa 4 armii Wermachtu.
W latach 1939 – 1941 Bischoff był kierownikiem Gestapo w Poznaniu, która bardzo mocno przyczyniła się do martyrologii Polaków w Wielkopolsce.Od września 1941 przeniesiony do Magdeburga. Tam w czerwcu 1943 roku awansowany do stopnia SS – Obersturmbannführera (podpułkownika). W grudniu 1943 roku objął stanowisko przedstawiciela Abwehry w przemyśle zbrojeniowym z przydziałem do obozu koncentracyjnego w Nordhausen – Dora, gdzie prowadzono doświadczenia i produkowano pociski rakietowe V- Waffen.
4/ dr Leopold Spann                   styczeń 1940 – luty 1942
5/ radca kryminalny Paul Werner             luty – kwiecień 1942
W koszalińskim Gestapo pracował już wcześniej, przed wybuchem II wojny światowej. Z dniem 1.września 1939 roku objął dowództwo drugiego plutonu w grupie operacyjnej Bischoffa. Brał udział w zbrodniach na ludności polskiej na szlaku Bydgoszcz-Inowrocław -Pułtusk- Jabłonna -Warszawa. Uczestniczył w organizowaniu egzekucji na ludności Bydgoszczy we wrześniu 1939 roku.
6/dr Heuber                               kwiecień 1942 – wrzesień 1942
7/ dr Max Nedwed                  wrzesień 1942 – lipiec 1943
8/ radca kryminalny Richard Müller                   lipiec 1943 – maj 1944

Działalność koszalińskiego Gestapo

Działalność to oczywiście zbrodnia, od pierwszych dni nastawiona na zupełną likwidację wszelkich ruchów opozycyjnych. Ze szczególną zaciekłością tropiono działaczy zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Niemiec – rozsyłając listy gończe, prowadząc śledztwa, stawiając przed sądem i kierując do obozów koncentracyjnych.
Przykładem może tu być głośny na owe lata proces, w Koszalinie,  grupy komunistów  w grudniu 1933 roku oskarżonych o zamordowanie dwóch SA- Manów: Curtha Kretha i Günthera Rossa. Gorliwi SA-mani usiłowali rozbić zebranie w Sianowie. W drodze powrotnej zostali dotkliwie pobici.
Już w maju 1933 roku (jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy) sporządzono pierwsze kartoteki osób niechętnych ruchowi hitlerowskiemu.  W szczególności komunistów, pacyfistów i inteligencji żydowskiego pochodzenia.
Przez pierwsze trzy lata działalności szczególna aktywność wykazywali funkcjonariusze Wydziału II: Mütz, Apitz, Brien, Hofheinz, sekretarz kryminalny Michalsky vel Müchalsky (typowy renegat) zaciekle uczestniczący w likwidowaniu wyznaniowych organizacji młodzieżowych, m.in. Związku Polaków w Niemczech na terenie powiatu bytowskiego.
W latach 1935 - 36  lata zaciekłe walki z kościołem ewangelickim, występującym przeciwko hitlerowskiemu pogaństwu. Tylko jednego dnia (17.marca 1935) aresztowano na terenie rejencji pomorskiej 35 pastorów ewangelickich.

opracowanie( na podstawie książki Janusza Wolskiego)
Alicja Leitgeber-Miziołek



-

 
100 lat Bismarck Schule PDF Drukuj Email

Jest w Koszalinie taka szkoła... Nad wejściem do tej szkoły widnieje majestatyczny, kuty w kamieniu, wielki napis „Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólno­kształcące im. St. Dubois ", umieszczony tam ponad półwieku temu, niezmiennie symbolizuje szkołę licealną wielce zasłużoną w powojennych dzie­jach Koszalina. W jej murach lata swej mło­dości, wieńczone maturą przeżywało już ponad siedem tysięcy wychowanków. Dla bardzo wielu koszalinian ten gmach ma szcze­gólne znaczenie w ich wspomnieniach. Bo jest to chyba najpiękniejszy gmach szkolny nasze­go miasta. A na pewno wyróżniający się wśród budowli tworzących oglądaną z dali panoramę Koszalina. Z każdej strony swej elewacji, (właśnie znakomicie odnowionej w jasnych pastelowych kolorach), jest to obiekt harmonijny w swoim kształcie i jak gdyby ponadczasowy, mimo, że liczy już sobie prawie 100 lat. Skąd się wzięła to swoista ele­gancja stylu i wielki rozmach tego budynku, swego czasu gdy powstawał - największej budowli ówczesnego Koszalina, jeżeli nie li­czyć katedry mariackiej? W tym gmachu wiele się już zdarzyło ...

Była wiosna roku 1863, pamiętnego w naszej historii zrywem Powstania Stycznio­wego. Wtedy to właśnie, znany w ówczesnym Koszalinie, światły pedagog pani Luise Freytag otworzyła swoją „prywatną wyższą szkolę dla dziewcząt", odpowiednik później znanych, szkól licealnych. Ta nauczycielka i wychowaw­czyni, wszechstronnie uzdolniona i wykształco­na -powróciła właśnie do rodzinnego Kosza­lina, po trzyletnim prowadzeniu podobnej szkoły w pobliskim Białogardzie. Wywodziła się jednak z Koszalina, tutaj zdawała egzamin maturalny w 1847 roku. Teraz postanowiła zrealizować swoje wielkie marzenie.

. Jej koszalińska szkoła żeńska od po­czątku rozwijała się znakomicie. Toteż na początku lat 70. dziewiętnastego wieku zdecydowała się zbudować zupełnie nowy gmach szkolny. W tym celu nabyła od miasta stosunkowo duży teren, dogodnie położony przy ówczesnym Tar­gu Drzewnym, obecnym Placem Gwiaździstym. Tutaj, gdzie teraz stoi gmach Liceum im. St. Dubois. Ale zanim zaczęto go budować, miały minąć jeszcze długie lata. Bo Pani Freytag miała wizję szkoły jakiej wtedy w tej okolicy nigdzie nie było: duże, przestronne klasy, rozległe korytarze umożliwiające w razie niepogody i zimą swobodne spacery jej uczennic w czasie przerw, także zbiórki i apele szkolne. Do tego obszerna aula z balkonem, umożliwiająca organizację dużych imprez i zabaw. I koniecz­nie sala gimnastyczna - swoiste novum w tam­tych czasach, szczególnie w szkołach żeńskich. I jeszcze rozległe podwórze szkolne, dobrze nasłonecznione - żeby prowadzić różne ćwicze­nia i zabawy rekreacyjne na wolnym powietrzu.

Realizacja takiego wizjonerskiego projektu musiała być nader kosztowna, Pani Freytag tego nie doczekała, umierając w 1898 roku, jako osoba powszechnie szanowana i wielce zasłużona swemu rodzinnemu miastu. Nadeszło nowe stulecie. Teraz ojcowie miasta postanowili dopomóc szkole, gdy budowa na­reszcie ruszyła. W roku 1911 miasto przejęło na swoje utrzymanie dotychczasową szkołę prywatną. Zaczęto z wielkim rozmachem, no­wy gmach szkolny wznoszono w imponującym tempie, łożąc duże kwoty ze szkatuły miejskiej. Toteż na wiosnę 1912 roku nowy gmach szkoły, ogromny i piękny swą architekturą, do dziś miłą dla oka, był gotowy - stanowiąc dumę i wizytówkę miasta. W sam raz, bo w przede­dniu otwarcia wielkiej na owe czasy wystawy rolniczo-przemysłowo-gospodarczej ówcze­snego Pomorza, która przyniosła Koszalinowi spodziewany prestiż i renomę nowoczesnego miasta, goszczącego wielu przyjezdnych i goś­ci, tłumnie zwiedzających tereny wystawy. To z tej okazji, parę miesięcy wcześniej, ruszyły koszalińskie tramwaje, synonim nowocze­sności i wygody podróży na trasie od dworca kolejowego do podnóża lasu na Górze Chełm­skiej, gdzie rozlokowano pawilony wystawowe, przy końcu dzisiejszej ul. Marszałka J. Piłsudskiego.

Uroczystego otwarcia szkoły - teraz już licealnej, dokonano 16 kwietnia 1912roku, nadając jej imię „ Szkoły Księżnej Bismarck " - po niemiecku „ Die Fürstin – Bismarck - Schule". Miało to związek z ogromną popularnością i swoistą czcią jaką, szczególnie tu na Pomorzu, cieszyła się w tamtych czasach osoba zmarłej na początku XX wieku małżonki sławnego ,,żelaznego kanclerza" Rzeszy Niemieckiej Otto von Bismarcka, który w niedalekim Warcinie koło Miastka miał swoją rezydencję rodo­wą, i tam spoczęła jego małżonka. Właśnie ona, księżna Joanna von Puttkammer po mężu Bismarck, została wybrana patronką nowo otwartej szkoły. Pierwszym dyrektorem szkoły był pan Winkler, który razem z 16 pedagogami, kształcił i wychowywał 320 uczennic, uczę­szczających w roku szkolnym 1912/13; w roku 1925 było już ich 518, zaś w latach II wojny światowej gmach musiał pomieścić znacznie więcej. M.in. wprowadzono dodatkowo miej­scową żeńską szkołę gimnazjalną oraz szkolę licealną dla dziewcząt, ewakuowaną do Kosza­lina aż z Bochum w Zagłębiu Ruhry, wobec zagrożenia bombardowaniami alianckimi. W tym gmachu wrzało jak w ulu... Mało tego, jesienią 1944 roku, kiedy walec wojny dotarł już do granic Rzeszy na wschodzie, część budynku szkolnego zamieniono na szpital wojskowy a nauczanie przerwano. Zamierza­no je podjąć ponownie od stycznia 1945 roku ale w innym budynku tzw. „starego gimna­zjum " to jest tam, gdzie mieści się od powojnia szkoła nr 1. Nie zdołano tego wdrożyć i „ Szko­ła Księżnej Bismarck" ostatecznie przestała istnieć, gdy 4 marca 1945 roku wojska ra­dzieckie zdobyły Koszalin.

Gmach szkoły szczęśliwie przetrwał właściwie nienaruszony ten wielki pożar śródmieścia Koszalina, jaki wzniecono po zdobyciu miasta i także ten ponowiony jeszcze na początku maja 1945, kiedy wiwatowano zwycięski koniec wojny. W ocalałej szkole władze radzieckie urządziły1 swój szpital, korzystając tutaj z dobrze zachowanych pozosta­łości niemieckiego szpitala wojskowego. Całe wyposażenie szkoły było wówczas stłoczone w piwnicy i na strychu. Dzięki temu się urato­wało. Tutaj, w Koszalinie w tamtym okresie przebywała ogromna masa rannych z gigan­tycznego szturmu berlińskiego, który w finale wojny kosztował aż 350 tysięcy zabitych i ponad 1 milion rannych. Nie chce się w to wierzyć, ze tyle ofiar pochłonęły ostatnie 23 dni wojny...

Rosjanie zaczęli ewakuować i zwijać swój szpital na wiosnę 1947 roku, kiedy opuszczał Koszalin radziecki garnizon woj­skowy. Latem tego roku, gmach szkoły - w stanie jaki świeżo pamiętamy z niedawnej ewakuacji poradzieckiej z Polski - przejęły polskie władze miasta. Od razu zabrano się za przygotowania do uruchomienia tułaj pol­skiej średniej szkoły ogólnokształcącej. Bo już od jesieni 1945 roku przewidywano umieszcze­nie tutaj gimnazjum i liceum ogólno­kształcącego, które w międzyczasie podjęło naukę najpierw krótko w dwóch domach mieszkalnych przy ul. R. Traugutta 14-16, a po paru tygodniach otrzymało na swoją tymczasową siedzibę budynek przy ul. Zwycięstwa 113, róg Jedności (dzisiaj gmach GWSH).

Rok szkolny 1947/48 rozpoczęto już w nowej i docelowej siedzibie i trwa ona do dzisiaj. Jednak wtedy, gdy wszystko na Zie­miach Odzyskanych było jakimś wielkim początkiem nowego i zakorzenianiem polskości - ta szkoła była tego najwymowniejszym sym­bolem i świadectwem. Zdecydowano więc na­dać szkole imię postaci zasłużonej w walce z hitlerowskim najeźdźcą - Stanisława Dubois, wybitnego polskiego socjalisty, zamordowa­nego w Auswitsch. Był współtwórcą OM TUR, młodzieżowej organizacji socjalistycznej, wówczas prężnej i aktywnej wśród młodzieży licealnej. Także wśród nauczycieli żywe byty sympatie do PPS, co dokumentuje skromna, symboliczna tablica pamiątkowa w hallu wejściowym, ufundowana z okazji nadania szkole imienia patrona. Również nad wejściem głównym do gmach szkolnego umieszczono wtedy wykuty w kamieniu napis głoszący po­nadczasowo imię patrona szkoły, bliską każde­mu wychowankowi: Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im. St. Dubois. Umieszczony tam przedtem piękny, także kuty w kamieniu stary herb Koszalina - ten z głową św. Jana na tacy - znalazł swoje miejsce w koszalińskim muzeum. I potoczyły się dalsze latu i dziesię­ciolecia już sześćdziesięcioletniej historii szkoły im. St. Dubois -już na stałe i trwale związanej z tym okazałym i szczególnie znanym gmachem, w którym każdy z wychowanków lokuje kilka lat swojej szkolnej młodości, wieńczonych maturą i... świadectwem dojrzałości, rozpoczynanej właśnie w tym gmachu. Mam zaszczyt  być jednym z nich, jako maturzysta rocznika 1951.

PS. W tym roku odwiedziła nas grupa niemieckich uczniów średnich szkół koszalińskich w tym osiem „Dziewcząt” z Bismarck Schule.

Józef Napoleon Leitgeber    -  2005r.

(zmarł 22.06.2006r.)

 
Muzeum Regionalne 1929-1945 PDF Drukuj Email

Muzeum w Koszalinie w latach 1929 – 1945.

Nowa siedziba muzeum usytuowana w wilii neoklasycystycznej z przełomu XIX i XX wieku przy ul. Danzigerstrasse 53 (Gdańska, obecnie ul. J. Piłsudskiego), pełniła początkowo funkcję mieszkania prywatnego a następnie banku rolno – spożywczego. Zakupiona została przez gminę miejską w styczniu 1927 roku za 35 000 marek i przekazana w użytkowanie Heimatmuseum 29 kwietnia 1928 roku. Budynek o wielu ciekawych detalach architektonicznych, posiadał od frontu „świątynny” portyk z filarami, a od podwórza schodkową werandę i okazały ogród owocowy. Na urządzenie wnętrza i pierwszą wystawę muzealną, miasto przekazało 10 000 marek a starosta powiatowy w Koszalinie niewiele, bo tylko 200 marek.

Po wstępnym przygotowaniu sali i oświetlenia do celów wystawienniczych dnia 27 października 1929 roku nastąpiło uroczyste otwarcie Muzeum Regionalnego w niemieckim Koszalinie i udostępnienie społeczeństwu wystawy poświęconej historii miasta i regionu. Placówka ta od początku wzbudzała zainteresowanie zwiedzających i wielu pomorskich gazet. Z racji swojego położenia blisko morza i Mielna, znanego wówczas kąpieliska nad Bałtykiem, gazety informowały przyjezdnych, nie tylko o tym co można zobaczyć w muzeum, ale także jak dojechać do budynku z dworca kolejowego w ciągu 12 minut tramwajem, tzw. „zieloną linią” prowadzącą do podnóża Góry Chełmskiej. Eksponaty w muzeum pochodziły głównie z dawnych zbiorów i wystawy w budynku przy ul. Szpitalnej, ale także z wielu przekazów dokonanych przez magistrat oraz z darów społeczeństwa. Muzeum zajmowało w sumie 12 pomieszczeń zaadoptowanych na poszczególne działy.

Na tzw. wysokim parterze znajdowała się archeologia obrazująca tysiąclecia osadnictwa ludzkiego w tym regionie. Oprócz licznych popielnic z cmentarzysk ludności kultury łużyckiej i pomorskiej, m.in. z Rokosowa, Dzierżęcina, Skwierzynki, Kędzierzyna, Gorzebądza, Sianowa, Mierzymia, Świeszyna, Cewlina i Góry Chełmskiej, będących pokłosiem wykopalisk pastora G. Magdalińskiego ze Świeszyna oraz pozostałości z dawnych badań prof. Rudolfa Hancke – historyka, na cmentarzyskach w Dąbrowie, czy też nauczyciela Hansa Siutsa w Maszkowie i Szczeglinie, prezentowano atrakcyjne ozdoby z urn twarzowych z Rąbina, pozłacane zapinki rzymskie ze Świelina, fragmenty uzbrojenia z grobów późnolateńskich w Konikowie i Jarzycach, a także słynny skarb brązowy z mieczem, znaleziony w Kościernicy k/Polanowa. Wyeksponowana była wreszcie łódź – dłubanka średniowieczna wydobyta z jeziora Tatów, a dwa lata później skarb monet srebrnych z X wieku znaleziony w Młynarach (wybudowania k/Kretomina).

W dziale historii regionu i sztuki kościelnej wystawiono, do tej pory nieeksponowane, podstawy i głowice kolumn z dolnego poziomu średniowiecznej kaplicy cysterek w Koszalinie (Mickiewicza – Asnyka), ponadto rzeźbę Madonny z drewna dębowego z XVI wieku z kościoła w Śmiechowie oraz inne figury ołtarzowe z tego kościoła i tablicę wotywną z 1725 roku, czy też figury ołtarzowe z kościoła w Kościernicy i monstrancję z kościoła cudami słynącego w Osiekach k/Łaz podarowaną przez właściciela majątku Carla Hildebrandta. Do interesujących eksponatów w tym dziele należał odlew płyty miedzianej z 1635 roku, który został umieszczony, jako dokument w głowicy kościoła Mariackiego w Koszalinie i w czasie remontu w 1915 roku odnaleziony. Wystawiono także plakiety ozdobne dzwonów z kaplicy średniowiecznej św. Mikołaja (Plac Kilińskiego), zburzonej w 1882 roku oraz litografie kościołów: w Łasinie, Boninie, Strzeżenicy, czy też kaplicy św. Gertrudy w Koszalinie i innych (dzisiaj wiele z tych kościołów już nie istnieje). Za najstarszy zabytek uważano granitową chrzcielnicę z kościoła NMP, lub jak niektórzy twierdzą, spod kaplicy na Górze Chełmskiej, stojącą dotychczas w ogrodzie byłego Seminarium Nauczycielskiego (obecnie szkoła przy ul. Gen. Andersa) i w 1928 roku przekazaną przez magistra do muzeum. Chrzcielnica stała w ogrodzie przy ul. Piłsudskiego 53 do czerwca 2005 roku, a później na posesji Muzeum przy ul. Młyńskiej. Obecnie została przekazana do Koszalińskiej Katedry NMP. Władze magistratu koszalińskiego starały się także zainteresować prezesa Towarzystwa Krajoznawczego, dr Fritza Schulza, aby czynił zabiegi do pozyskania do zbiorów muzealnych dwóch monstrancji kościelnych, odnalezionych na Górze Chełmskiej w 1759 roku przez pasterza Minxa i podarowanych przez niego do kościoła w Jamnie. Monstrancję miały pochodzić z kaplicy lub może zostały ukradzione i zakopane w lesie po spaleniu świątyni?. Odnalezienie przez pasterza, od ok. 170 lat znajdowały się w posiadaniu kościoła w Jamnie, zamknięte w pokoju bibliotecznym. Prezes czynił starania, ale nie przyniosły one pozytywnych rezultatów, ponieważ rada kościelan odrzuciła propozycje przekazania ich do muzeum. Ciekawe co się z nimi stało?, podobnie jak z dwiema popielnicami kultury pomorskiej ze wzgórza Fleder Berg k/Skwierzynki, gdzie w 1760 roku miał rozkopać groby ówczesny pastor kościoła w Jamnie, C.W. Haken, pierwszy kronikarz Koszalina, który miał zabrać naczynia do zakrystii kościelnej (jak podaje inny kronikarz Koszalina J. E. Benno w 1840 roku).

Wśród wystawionych zabytków z historii miasta i regionu na uwagę zasługiwały kopie najważniejszych dokumentów miejskich Koszalina, przekazane Towarzystwu Krajoznawczemu jeszcze w 1915 roku. Nie znajdujemy natomiast żadnej informacji, co się stało z tzw. „rogiem strażniczym”, przekazanym także wówczas na przechowanie do zbiorów Towarzystwa Krajoznawczego i Ochrony Zabytków Regionu. W ankiecie muzealnej z końca lat trzydziestych XX wieku również nie ma wzmianki o tym cennym okazie znalezionym ok. XVI wieku na „Górze Olbrzymów” k/Koszalina. Prawdopodobnie wcześniej miasto upomniało się o ten niezwykły obiekt, albo władze Berlina (co jest bardziej prawdopodobne) zechciały wypożyczyć zabytek „do badań”?. Oprócz dokumentów prezentowano pieczęcie miejskie z XIV i XVI w., zabytki sztuki ludwisarskiej, kafle z XVIII w., monety, pieniądze zastępcze, obrazy i pejzaże Koszalina, pamiątki znanych rodów koszalińskich itp. Ne piętrze budynku urządzony był „pokój mieszczański dawnych koszalinian” zapełniony meblami z różnych epok, z przewagą biedermeierowskich, oraz naczyniami, sprzętem codziennego użytku i różnymi bibelotami. Uwagę zwiedzających zwracał rzadki instrument muzyczny, szpinet (tzw. żyrafi fortepian) podarowany do muzeum przez Panią Matę Oesterreich, instrument używany w domach mieszczańskich w czasach rokoka i baroku. To był bardzo rzadko spotykany tutaj instrument, można było co najwyżej podziwiać go wyjeżdżając i zwiedzając dom Schillera w Jenie lub też Mozarta pod Salzburgiem.

W muzeum na parterze zorganizowany był również dział przyrodniczy zawierający bogaty zbiór ptactwa, owadów i ssaków, który poprzez specyfikę regionu (lasy, morze, jeziora, wydmy, bagna, torfowiska) był bardzo różnorodny. Wystawiany był też bogaty zbiór motyli środkowoeuropejskich, wypreparowanych, podarowany przez mieszkańca wsi Policko k/Maszkowa (po wojnie całość tych zbiorów przejęła szkoła w Warcinie pow. Miastko). Szczególną ekspozycją na piętrze była „izba jamneńska” odtworzona według stanu z połowy XIX wieku, z charakterystycznymi łózkami wnękowymi, meblami i urządzeniami gospodarczymi z Jamna. Był m.in. stary warsztat tkacki, narzędzia do obróbki lnu i konopi, kołowrotek, malowane pięknie krzesła i zydle, szezlong z naczyniami, misy, dzbany, kufle i narzędzia do obróbki drewna, skóry, wyplatania sieci itp. Uwagę i zachwyt wzbudzały kompletne stroje jamneńskie na różne okazje, tkaniny jamneńskie oraz wytwory rękodzieła z zakresu ciesielstwa, tokarstwa, kowalstwa, garncarstwa, które już w tamtych czasach były nie częste. Zachwycała także sztuka ludowa stosowana w różnych materiałach. Dodatkowo w piwnicy było jeszcze jedno pomieszczenie włościańskie zrekonstruowane w stylu dolno-saskim, gdzie obok paleniska wisiało dużo sprzętu z dawnej kuchni z tamtych terenów.

Obszarem działania Muzeum Regionalnego był powiat koszaliński, a później po likwidacji powiatu bobolickiego, również ten rejon. Zbiór zabytków w koszalińskim Heimatmuseum, w końcu lat 30-tych XX wieku obejmował ponad 700 pozycji inwentarzowych, natomiast biblioteka muzealna wynosiła ponad 550 tomów. Zwiedzających przyjmowano w niedzielę od 1100 do 1300 i od 1500 do 1700, a u schyłku lat trzydziestych, tylko w niedzielę w tych samych godzinach co uprzednio. Bilet dla dorosłych kosztował początkowo 30, a później 20 fenigów, dla dzieci natomiast zawsze 10 fenigów. Zwiedzanie w innym terminie było możliwe po uprzednim umówieniu się z kierownikiem, ale za opłatą 50 fenigów. Muzeum było placówką komunalną miasta Koszalina administrowaną przez społeczny komitet pod nadzorem magistratu. Przewodniczącego komitetu mianował Nadburmistrz miasta, który miał swoje miejsce i głos w komitecie.

W nowym muzeum rozpoczęto już od 1930 roku rocznicowe spotkania członków Towarzystwa Krajoznawczego i Ochrony Zabytków Regionu, którzy wraz z rodzinami i darczyńcami spotykali się w Sali klubowej muzeum. Każdorazowo wysłuchiwano jakiegoś wykładu na tematy historyczne, archeologiczne, sztuki pomorskiej, przyrody, językoznawstwa i toponomastyki. Zapoznawano się także ze sprawozdaniem z działalności, nowymi nabytkami i frekwencją zwiedzających placówkę. W czasie spotkania, przy kawie, którą podawały panie ubrane w stroje jamneńskie, wysłuchiwano także koncertów chórów młodzieżowych w zakresie muzycznym i śpiewu oraz deklamacji. Wyróżniał się chór dziewcząt z Liceum „Księżnej Bismarck” (dzisiaj Liceum St. Dubois).

W 1933 roku nastąpiły zmiany w polityce Rzeszy Niemieckiej, co miało także wpływ na nowe tendencje w przekazywaniu dorobku i zadań kultury niemieckiej. Na spotkaniach corocznych, które teraz przeniosły się do Hotelu Schumachera (dzisiaj w tym miejscu Hotel „Gromada”), wywieszono flagę nowej Rzeszy oraz praktykowano pozdrowienia hitlerowskie. Referaty swoje prowadzono „w jednym słusznym kierunku”. Znamienne były odczyty dotyczące np. sztuki ludowej, która miała „prezentować wiedzę o regionie w ramach narodowo – socjalistycznego świata ideologicznego”. Każde znalezisko archeologiczne podbudowywano chwytliwymi hasłami propagandowymi dokumentującymi panowanie germańskie na Pomorzu.

Jesienią 1937 roku została założona przy koszalińskim muzeum delegatura Muzeum Krajowego w Szczecinie (Landesmuseum) w postaci pracownika, którym został dr Werner Boege, absolwent śląskiej szkoły archeologicznej. Pełnił on funkcję podobną do konserwatora archeologicznego oraz pełnił nadzór nad muzeami regionalnymi w rejencji koszalińskiej. Prowadził także wykopaliska archeologiczne, m.in. na Górze Chełmskiej gdzie odsłonił zarys dawnej kaplicy NMP oraz rozkopał część cmentarzyska w Borkowie, gm. Malechowo, a także rozpoczął badania w Dąbkach k/Darłowa, penetrował grodziska w rejonie Koszalina. Brakuje nam ścisłych danych na temat działalności muzeum w okresie wojny, od 1940 do 1945 roku, o jego ówczesnych zasobach i losach zbiorów. Wydaje się, że szybko przesuwających się „teatr wojenny” na wiosnę 1945 roku, zaskoczył także opiekunów Heimatmuseum w Koszalinie. Po ucieczce pracowników w marcu 1945 roku zabytki zostały częściowo wyszabrowane i poniszczone. To co pozostało stanowiło podstawę organizującego się powojennego Muzeum Regionalnego w polskim Koszalinie.

 

Koszalin, siedziba Heimatmuseum od 1929 roku, ul. Danzigerstrasse 53 (obecnie Marszałka J. Piłsudskiego 53). Zdjęcie z 1932 roku.

 
Lew andyjski w koszalińskiej szkole PDF Drukuj Email
Historia miasta - Koszalin międzywojenny
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 03 września 2012 16:13


Działo się to w 1910 roku, w gimnazjum (znanego nam jako Technikum Elektroniczne)przy ul. Moritza, dzisiejszej Jedności, w czasie roku szkolnego. Do Koszalina przyjechał właściciel menażerii i zaoferował szkole pokaz swoich zwierząt. Uczniów zebrano w sali gimnastycznej, ustawiono w szeregach w czworokącie. Mali siedzieli z przodu, więksi stali za nimi.
Posiadacz menażerii okazał się starszym kalekim człowiekiem, do pomocy miał Murzyna, który stał z klatkami w czworokącie. Był lis, wilk, jeżatka, hiena, puma, kuguar z Andów i wreszcie kulminacyjny punkt programu – lew! Stał kolo Murzyna i patrzył na siedzące przed nim dzieci.
Powstał niepokój, lew cofnął się trwożliwie. Właśnie obchód wzdłuż szeregów kończyła hiena, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Hiena rzuciła się między uczniów do ucieczki. Powstał chaos i w panice krzyczano, że lew jest wolny! Nauczyciele starali się zapanować nad sytuacją, zebrali dzieci do klas. Lew przez otwarte okno sali gimnastycznej dał „dyla” na ulicę. Mogło stać się jakieś nieszczęście. Po drodze spotkał jednego chłopca i ciosem łapy skaleczył mu głowę. Ale nie było to zranienie niebezpieczne dla życia, tylko rana obficie krwawiła. Lew ponownie wskoczył do budynku szkolnego i tam został pochwycony przez właściciela i zaprowadzony do klatki.
Lotem błyskawicy po Koszalinie rozniosła się plotka o szalejącym po mieście lwie, który zabija napotkane dzieci. Wzburzone matki wyruszyły na poszukiwanie swoich pociech. Tak naprawdę lew był bardzo wystraszony i oprócz zranienia jednego ucznia nikomu nic nie zrobił. Po tym zdarzeniu biedny właściciel menażerii nie otrzymał już pozwoleń na pokazy w innych szkołach. Ale uczniowie skorzystali, bo następny dzień ogłoszono wolnym od zajęć.


opracowanie i tłumaczenie z j. niemieckiego - Alicja Leitgeber- Miziołek

 

 

Poprawiony: wtorek, 09 października 2012 14:41
 
Zimowe okresy i przypływy PDF Drukuj Email

 

Plaża wybrzeża koszalińskiego tworzy lekki łuk, skierowany do wewnątrz. Z takiego położenia wynika to , że wiatry z północnego Zachodu są dla niego szczególnie niebezpieczne. Z całą siłą wgniatają masy wody do zatoki. Są długie okresy czasu bez takiego niebezpieczeństwa, jednak i takie, kiedy powodzie zawsze powracają. Było tak w latach: 1910 do 1924. Większość tych powodzi przyszła w tak zwanych „nocach dwunastki”.

Najbardziej znana to ta z roku 1914.Przyszła w dwóch falach – 31.grudnia 1913r. / 1.stycznia 1914r.
i potem 9/10 stycznia 1914r. Ta druga fala szczególnie dużo nieszczęścia przyniosła na przestrzeni Sarbinowa. Również miejscowość nad Jez. Bukowo też była ciężko dotknięta. W kierowanie pracami likwidującymi szkody zaangażował swą pomoc sam cesarz. Posłał swojego syna – Fryderyka, namiestnika Pomorza, aby zorientować się w rozmiarach szkód wyrządzonych przez morze.

12.stycznia 1914r. w nocy nastąpiło całkowite zniszczenie wydm, woda przedarła się do wsi. Bałtyk cofnął się ok. 2km w głąb , na odcinku Sarbinowa, odsłaniając dno morskie. Z plaży został zmyty piach, ukazał się czarny ił, w którym tkwiły resztki prastarych dębów.
Szczególnie teren miejscowości nad Jez. Bukowo spotkał ciężki cios. Ostre niebezpieczeństwo istniało w tej okolicy dla wnętrza kraju. Ludzie zmuszeni zostali do bezzwłocznej ochrony tych terenów.
Tworzenie zlodowaceń było niezależne od przypływów sztormowych. Jeśli przez dłuższy czas była piękna pogoda, później wiał zimny wiatr z północnego Zachodu, zimą szczególnie dotkliwy. Kry potem nasuwały się z jeziora na plażę, nagromadzały się tam i razem zamarzały.
W zimie 1928/29 góry lodowe stworzyły ogromną powierzchnię, zlodowacenie trzymało się b. długo, a statki (m.in. liniowce marynarki państwowej) utknęły w skutym lodem Bałtyku . Trzeba je było zaopatrywać z samolotów; lód był za gruby, aby go rozbić lub wysadzić w powietrze.
Wreszcie zawiał ciepły wiatr i lód zniknął w ciągu jednej nocy. Jednak jego resztki na plaży pozostawały jeszcze do Wniebowstąpienia 1929r.

Powódź spowodowała również duże szkody w związku z załamaniem zapór wodnych elektrowni Rosnowo i Niedalino – Hayka w marcu 1940 roku. Zima ścisnęła wówczas do Nowego Roku. Z początkiem marca stało się nagle ciepło i śnieg bardzo szybko stopniał. Kierownik zakładu Niedalino otworzył wszystkie wirówki, ponieważ zwierciadło wody wzniosło się mimo to, woda przelała się. Lód jednak – grubości 40 cm – nie mógł opuścić jeziora. Zalewany był przez wody Radwi, tworzyły się przegrody. Tak samo niedaleko młyna Niedalino, gdzie woda zabrała składowane drewna i tarcicę.
Okręgowa elektrownia w Białogardzie poleciła znowu zamykać śluzy. 6km powyżej zapory w Rosnowie środki ostrożności nie zostały zachowane. Stan wody był tak wysoki, że lód wzniósł się nad tamę i w ciągu godziny oderwał się. Tama wysoka jest na 12m, lustro wody spiętrzyło się na wys. 10 m . Sztuczne jezioro przelało się, jednak nie nad koroną tamy. Około 30 m powyżej woda utorowała sobie w piasku prędko rozszerzony rów. Wiele mostów zostało zerwanych, także most kolejowy koło Nosowa i długi most betonowy powyżej Karlina.
tłumaczenie i opracowanie tekstu na podst. książki F.Schwenklera " Köslin- siedemsetletnia historia miasta i regionu" -Alicja Leitgeber-Miziołek

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 2 z 3
wszystkie prawa zastrzeżone :www.przyjaciele.koszalin.pl
projekt i wykonanie: