Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)

Herby Koszalina

Herby miejskie powstawały od połowy XIV wieku...

więcej

Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina

 

obchodzi jubileusz 20-lecia. W  ramach SPK funkcjonuje:

więcej

Koszalin międzywojenny
Kawa,herbata ....grog? PDF Drukuj Email

"Kawa, herbata ....a może grog?"

Krystyna Rypniewska – historyk sztuki, członek Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina

Przedwojenny Koszalin oferował swoim mieszkańcom a także przyjezdnym całkiem sporo atrakcji. Nie można się tu było nudzić. Miłośnicy historii i sztuki mogli odwiedzić muzeum regionalne przy dawnej Danzigerstrasse, obecnej ulicy Piłsudskiego lub galerię sztuki Hugo Hela. Bogatą ofertę posiadał Dom Koncertowy i Teatr Miejski zajmujące wspólnie budynek przy głównej ulicy miasta, na skraju parku – w miejscu obecnej siedziby CK 105. Jednak główny nurt życia towarzyskiego, pominąwszy koncerty i przedstawienia teatralne, toczył się w licznych restauracjach, kawiarniach, cukierniach i winiarniach.

Więcej…
 
Pozdrowienia z Koszalina PDF Drukuj Email

„Pozdrowienia z Koszalina”

- Krystyna Rypniewska, historyk sztuki, członek Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina

Wśród ogromnej różnorodności masowo produkowanych przedwojennych kart pocztowych prawdziwą perełką są tak zwane „Grussy” („Gruss aus...”) czyli „Pozdrowienia z...”. Obok kartki księżycowej i zimowej były najbardziej popularnym typem pocztówki, a o jej powodzeniu przesądziło niesłychanie modne w XIX wieku podróżowanie. I to nie tylko dalekie do znanych modnych kurortów ale i bliskie – zwykłe wycieczki za miasto. „Gruss aus..”, ta niezwykle charakterystyczna kartka pocztowa powoli z sentymentalnej błahostki, przewiązanej atłasową wstążeczką i przechowywanej na dnie szuflady, zyskała rangę źródła historycznego. Z wielonakładowego, seryjnego wytworu kultury masowej stała się jej unikatowym świadectwem. Przedwojenne karty pocztowe, pieczołowicie zbierane dziś przez muzea, archiwa, biblioteki i kolekcjonerów pojawiły się  u schyłku XIX wieku, a funkcjonowały wówczas jako jeden ze środków służących do porozumiewania.

 

Więcej…
 
Góra Chełmska - Spacery PDF Drukuj Email

"Spacer w stronę "Sercowego stawu"     - prowadzi mgr Krystyna Rypniewska.

Znakiem firmowym przedwojennego Koszalina była bez wątpienia Góra Chełmska. Motyw wieży widokowej oraz pomnika, które znajdowały się na jej szczycie, królował na setkach ówczesnych kartek pocztowych, a także na okładkach dawnych przewodników. Zawsze fascynowała – pielgrzymów i badaczy – jako miejsce kultu, zwykłych koszalinian jako cel weekendowych spacerów, dłuższych wędrówek i miejsce atrakcji sportowych. Z daleka widoczna, wyniesiona ponad płaską równinę wybrzeża morskiego dla rybaków i wsi nadmorskich była punktem orientacyjnym, dla mieszkańców Koszalina, rozciągającego się u jej stóp, "naszą górą" lub "naszym uzdrowiskiem". Góra Chełmska jako ulubione miejsce wypoczynku i rekreacji była niegdyś niezwykle popularna. Od końca XIX wieku robiono wszystko, aby to zainteresowanie utrzymać. W 1888 roku wzniesiono, znaną także nam wszystkim dzisiaj, wieżę widokową, z której jak napisano w 1931 roku "...na równinę, pola, lasy, miasta i wsie rozciągał się widok tak piękny, jaki tylko Bóg mógł stworzyć". Wieża mierząca 31, 5 metra wysokości stanowiła niezwykłą atrakcję dla miłośników wspaniałych widoków. Z tarasu umieszczonego na jej szczycie, podziwiano lśniącą taflę jeziora jamneńskiego i wybrzeże morskie. Nie zachwycano się jednak specjalnie jej kształtem architektonicznym, czasem nawet kpiąco nazywano ją "kominem Góry Chełmskiej". Ale już od innej strony, kiedy w latach 1890 - 1897 wzniesiono tuż obok restaurację, była chętnie uwieczniana na rycinach i fotografiach. Oprócz wieży widokowej, restauracji, a także pomnika poświęconego poległym w wojnach napoleońskich na Górę Chełmską przyciągały także liczne trasy turystyczne, tory saneczkowe i stadion sportowy, który przy finansowym wsparciu miasta i wydatnej pomocy jego obywateli ukończono w latach 1924 – 1925.

 

Więcej…
 
Żelazne krzyże na Górze Chełmskiej PDF Drukuj Email

tekst: Krystyna Rypniewska, historyk sztuki, członek Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina

Przed wojną na Górze Chełmskiej miało stanąć wspaniałe, okazałe mauzoleum według projektu najwybitniejszego niemieckiego architekta tamtych czasów. Zabrakło pieniędzy. Wzniesiono więc skromny pomnik na miarę zebranych funduszy. Jednak wzniosłość idei i głębia symboliki pozostała taka sama.

Pomnik o kształcie krzyża był dla przedwojennych koszalinian ulubionym celem spacerów na Górę Chełmską. Obok wieży widokowej i restauracji na jej szczycie. O jego przesłaniu informowały jedynie gotyckie inskrypcje umieszczone pod gzymsem cokołu. W ten sposób przetrwała pamięć o Pomorzanach poległych w wojnach napoleońskich. Stawiając ten monument to im przede wszystkim oddawano cześć. Zachowane źródła z początku XX wieku odnotowują jeszcze inne jego symboliczne przesłanie, które znalazło wyraz także i w kształcie monumentu.

Więcej…
 
Głupi jak wczasowicz PDF Drukuj Email

Głupi jak wczasowicz

To powiedzenie utarło się w pierwszej połowie XIX w. Kontakty z urlopowiczami wpłynęły znacząco na mentalność ludności nadmorskich miejscowości. ”Pomorzanie mają zdrowe płuca, bo na ich terenie nie ma przemysłu” i… zaczęło się.
Niemcy z Południa Rzeszy odkryli i zachwycili się Bałtykiem i jego plażami. Zapanowała moda „jeżdżenia do wód”. Zainteresowanie przyjezdnych gości było całkiem innymi walorami pobytu nad Bałtykiem, niż to było w zwyczaju tubylców. Ci drudzy uznali wczasowiczów za odmieńców i ludzi nierozsądnych. No bo jak inaczej, skoro gość wchodzi do wody i to bardzo zimnej, wydaje niepotrzebnie pieniądze i wbrew zdrowemu rozsądkowi i przeciw zdrowiu leży godzinami w prażącym słońcu. Poza tym ci przyjezdni za dużo rozmawiają i stawiają za dużo pytań nie mających sensu – ich rozmowy były nielogiczne i niejasne. Np. jak może być coś „ strasznie interesujące” lub „szalenie piękne”?
Źle było widziane, że tubylców traktowano poufale np. klepiąc ich po plecach. Gospodarze dziwili się tuszy wczasowiczów. Padały słowa: „znowu zaczepiał mnie ten tłusty mors i zadawał głupie pytania”.
Goście przy żeglowaniu nie potrafili ocenić kierunku ani odległości, nie znali się na sile wiatru, niewiele wiedzieli o chmurach i co one wróżą. Rybacy dobrze wiedzieli, że morze wyrzuca wszystko na brzeg… również nierozsądnych gości. Niby wszyscy umieli pływać, ale nie doceniali grozy morza. A rybacy rzadko umieli pływać, ale szanując siłę morza, rzadko tonęli.
Pastorzy grzmieli z kazalnic ! o upadku moralności wśród młodzieży, która kapie się w rzekach, w morzu! I to razem! No i stroje kąpielowe robiły się coraz skromniejsze… zaczęła się moda plażowa.
U starszej generacji budziło to zgorszenie.


Jak wyglądały pierwsze kostiumy kąpielowe? To jaskrawoczerwone stroje, od szyi do kolan ozdobione riuszkami (falbankami). Strój bawełniany przylegał do ciała i dawało to kąpiącemu swobodę ruchów. Z czasem stroje dla kobiet wymyślono czarne kostiumy do kolan, a dla mężczyzn trójkątne kąpielówki. Jednakże nie było wspólnych kąpieli, kobiety osobno i mężczyźni też. Wyznaczano godziny dla każdej płci, a niedostosowanie się groziło karami pieniężnymi.
W miarę upływu czasu tubylcy zorientowali się, że na wczasowiczach można nieźle zarobić. Obcość w stosunku do „przyjezdnych” zaczęła zanikać, sezonowych gości należało jak najlepiej obsłużyć, aby zechcieli jeszcze raz przyjechać, również tutaj, do przedwojennego Unieścia (wówczas Nest).



„…Gniazdo nad Bałtykiem, wieś nieduża, raczej mała.
Wielu mieszkańców rybakami, byli przez to samodzielni.
W lecie płacący, świecący goście, prawdziwa klasa, nie wszędzie przychodzili.
Długie lato słuchało się grzecznie uprzejmych ich słów, na koniec przyjaźń…”


Ludzie udostępniający wczasowiczom swoje pokoje to w większości rybacy i ich rodziny. Żywność pochodziła z ich własnych skromnych gospodarstw i połowów z Jeziora Jamno i morza. Wszyscy rybacy mieli swoje pseudonimy, a w rodzinach mężczyźni dla odróżnienia byli ponumerowani. Przypomnę ich tu kilku:
Wilhelm Parnow III (Sołtys),Wilhelm Lewin (Butter-Lewin), Wilhelm Rutzen II (Schwee), Rudolf Erdmann (Raudi), Wilhelm Kloth II (Niebo-niebo), Friedrich Kloth II (Baron),Emil Holz (Długi Emil), Hermann Parnow II (Maroch),Paul Erdmann(Jonny).
W Unieściu była jedna z najlepszych plaż. Było samotnie i bardzo spokojnie. Nie było koszy plażowych. Letnicy musieli sami je sobie zbudować i zamykać pod ochronę, bo inaczej spłukałoby je morze. Musieli sami sobie gotować, bo gospodarze nie mieli na to czasu.

A jaki był cennik takich wczasów? Oto on:
pobyt do 14 dni 1 osoba 0,40 (ówczesnych marek za 1 dzień)
2 osoby 0,30
3-4 osoby 0,10
dzieci w wieku 6-16 lat 0,10
dzieci do 6 roku życia gratis
Jeśli chciano pobyt przedłużyć obowiązywały indywidualne negocjacje z rybakami.


opracowanie : A. Leitgeber-Miziołek

Bibliografia: 1/„Kultura na pomorzu w XIX wieku” Lucyny Turek-Kwiatkowskiej
2/ materiały zgromadzone i udostępnione przez p. Wolfganga Pinza i Günthera Belde
3/fragment wiersza „Die Fischbuben” F.Gretha

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 3
wszystkie prawa zastrzeżone :www.przyjaciele.koszalin.pl
projekt i wykonanie: