Polish (Poland)Deutsch (DE-CH-AT)

Herby Koszalina

Herby miejskie powstawały od połowy XIV wieku...

więcej

Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina

 

obchodzi jubileusz 20-lecia. W  ramach SPK funkcjonuje:

więcej

Historia lat II Wojny
Śmierć zakonnicy PDF Drucken E-Mail
There are no translations available.

Tomasz Wojciechowski


Historia śmierci siostry  Berthy von Massow z pewnością jest znana wielu mieszkańcom naszego miasta. Jakie były okoliczności jej zgonu?


Wszystko zaczęło się w 1868 roku w Szczecinie, tam bowiem rozpoczęło swoją działalność Zgromadzenie Sióstr Domu Salem. Głównym zadaniem sióstr była opieka nad osobami chorymi. W 1904 roku funkcję siostry przełożonej objęła Bertha Von Massow. Ona też podjęła decyzję o przeprowadzce zakonu do Koszalina, gdzie można było rozwinąć działalność  i stworzyć Dom Macierzysty dla diakonis.

 

 

 

Weiterlesen...
 
Kokarda i belkowany krzyż PDF Drucken E-Mail
There are no translations available.

Kokarda i belkowany krzyż

Co prawda nasz Koszalin jest tu tylko wspomniany,  to zachęcam do lektury tego artykułu. Kiedy zakończyła się II Wojna Światowa, wiemy wszyscy. Różne były losy ludzi w tych pierwszych dniach pokoju. Jak to wyglądało „z drugiej strony”? Co spotkało niemieckich pilotów ratujących uciekinierów z lotniska w  Unieściu?

„To nie do wiary! Co to ma znaczyć? Czy przespaliśmy koniec wojny? ”
Takie i podobne stwierdzenia słyszało się wówczas w Szlezwiku – Holsztynie. Wielu przecierało oczy ze zdumienia, przybierało postawę osłupienia, gdy w południe 18. czerwca 1945 roku mruczały na niebie niemieckie samoloty z belkowanym krzyżem, uformowane w formacje czwórki – siedem tygodni po kapitulacji!

Była to ostatnia operacja niemieckiego lotnictwa: 15 wodnopłatowców  typu Dornier Do 24 i samolot Arado 196 na pływakach. Royal Air Force leciała czterema maszynami ochrony konwojowej. Co zdarzyło się tam daleko tego 18. czerwca 1945 roku?

Zaczęła się sumienna ewakuacja zbiegów, rannych i żołnierzy 1944/45 z Prus Wschodnich, Gdańska, Prus Zachodnich i Pomorza nad Bałtykiem. Uczestniczyły w tym największym w niemieckiej historii dziele ratunkowym: 1000 statków z jezior, promy marynarki, kutry, czółna opróżniające, statki handlowe, wszystko co wyglądało na w pewnej mierze żeglowne.
Punktem kulminacyjnym było zabezpieczenie włączenia do akcji samolotów.

W marcu/ kwietniu 1945 roku działa 81 grupa d/s niebezpieczeństwa na morzu Bałtyk, pod dowództwem komendanta kapitana Karla Borna. Do tej pory grupa miała na stanie: 15 trzymotorowych wodnopłatowców Do 24 w zatoce Rugii; 17 czółen – szalup ratunkowych typu B w Świnoujściu i jeden burzyciel Me 410 w Parow przy Stralsundzie.

Lotnicy ratownictwa na morzu mieli jeszcze wystarczająco paliwa dla dużych wodnopłatowców. Dlatego mogli codziennie wystartować do akcji z tonącymi statkami lub w powietrzu. Latali również, gdy za wysoka fala nie pozwalała na wodowanie, jako „uchwyty czucia” nad miejsca nieszczęścia. Kapitan Born i jego ludzie przynieśli szczególny ratunek na początku marca 1945.Miejsce akcji to Bałtyk, a cel – wyratowanie dzieci, w dokumentach zapisano: ”radzieckie czołgi nagle stanęły przed głównym lotniskiem bazy przy Koszalinie na Pomorzu. W grupie drzew wystraszone dzieci z licznych okolicznych domów dziecka, personel pielęgniarski, matki.”

O tym dramacie gdzieś tam dowiaduje się kapitan Born. Wkrótce nad przymorską bazą Unieście zakręca 12 samolotów Do 24, wodują i toczą się na bieżnię. Samoloty są szturmowane prawidłowo. Przeładowane maszyny wolno i ciężko przenoszą ludzki ładunek w bezpieczne miejsce i wracają tak 10 razy. Samoloty zwiadowcze dalekiego zasięgu nad jeziorem biorą udział w toczącej się akcji ratunkowej. Baza jest opróżniana przez lotników przez most powietrzny, około 2000 ludzi. Pilot Do 24 dostaje miękkich kolan przy wyładowaniu jego samolotu – jego Do urzędowo dla 14 osób , musi pomieścić 17 dorosłych i 99 dzieci!

„Morscy anieli” ratunkowi musieli myśleć o swej przyszłości na początku maja 1945r. Wyspa Rugia wpadła w zasięg rosyjskiej artylerii. Kapitan Born miał schronienie w Guldborg w Danii ( miał sam zadecydować, co dalej). Działania podjął 5.maja 1945 rano. Pędząc nad gęstymi grzywami fal, przy absolutnym spokoju w eterze, wszystkie Do 24 i jeden Arado wylądowały w Guldborg. Ciągle jeszcze gotowe do działania w akcjach ratunkowych, koniec wojny trzy dni później przeżyły raczej niedramatycznie. Lotnicy zostali wezwani przez stronę duńską wraz z brytyjskimi oficerami na negocjacje oddania się do niewoli.

Stało się. Przecież wynik zaskoczył i ucieszył Niemców w takim samym stopniu. W internowaniu i niewoli przyszło ostanie zlecenie udzielone przez Brytyjczyków i Duńczyków.
Niemcy powinni polecieć własnymi maszynami do ojczyzny z około 500 ciężko rannymi, którzy dla duńskich instytucji stanowili tak znaczne obciążenie, że brakowało koniecznego zaopatrzenia.

Kapitan Born i jego ludzie zgodnie z genewskim układem zatrzymali mundury i oznaczenia samolotów – opaskę z krzyżem czerwonym na lewym rękawie i belkowany krzyż na maszynach, również czerwony krzyż. Mężczyźni byli jedynymi dobrymi członkami lotnictwa, którzy tydzień po kapitulacji byli w gotowości do działania. Sami odpowiedzialni za sprzęt i wyposażenie, podporządkowani tylko wobec RAF-u.

Przygotowania do ostatniej operacji pod belkowanym krzyżem były zamknięte 16. czerwca 1945 . 83 grupa RAF-u 18.czerwca 1945 mocno obsadzała ten niemiecko- brytyjski transport lotniczy. Łącznie 15 Do 24, Arado 196 i 4 brytyjskie samoloty towarzyszące było gotowych polecieć do Szlezwiku, do tamtejszych szpitali, z 450 potrzebującymi pomocy i ciężko chorymi. Start nastąpił zgodnie z programem o godz. 13-tej 18. czerwca.

Tamci niemieccy lotnicy mogą sobie dzisiaj przypomnieć o osobliwym uczuciu przy spojrzeniu jak z ambony: jak nigdy dotąd, widzieli lecące obok siebie samoloty z kokardą. I w operacji „Record  Book” brytyjskich lotników (184 Squadron), pod datą 18.czerwca 1945 odnotowano: ”Zatankowano na długą trasę,  w  której Squadron eskortował Dorniery 24 z Goldborga, w Laaland, do Szlezwiku. ”Karl Born w Bad Zwischenahn, jako pilot pierwszej godziny niemieckiego pogotowia ratunkowego na morzu, spotkał się znowu z byłymi przeciwnikami z lotu z 18. czerwca 1945 roku.

Tłumaczenie z j.niemieckiego i opracowanie na podst. tekstu wg  Gerharda Taube ,„Wehrausbildung”  5/1989
Alicja Leitgeber-Miziołek

 
Wrzesień 1939 w prasie tamtych dni PDF Drucken E-Mail
Historia miasta - Historia lat II Wojny
There are no translations available.

W ówczesnej prasie polskiej września 1939 roku ważne wydarzenia z frontu przeplatały się z ogłoszeniami, reklamami i apelami. I na pewno nie można z nich było wywnioskować, że już na początku września Wojsko Polskie przegrało kampanię, a Wehrmacht zajął duże obszary naszego kraju siejąc terror i zniszczenie. Zamiast tego, karmiono czytelników informacjami o atakach Francuzów czy naszych armii w głąb III Rzeszy. Gazet ówczesnego okresu było wydawanych w Polsce sporo, zarówno codziennych jak też satyrycznych. Jednym z dzienników był popołudniowy Wieczór Warszawski, drukowany od 1928 roku w nakładzie 60-80 tys. egz. Na jego łamach można było przeczytać dnia 31 sierpnia 1939r o tym że „Polska czeka gotowa z bronią u nogi. Hitlerowi pozostaje do wyboru cofnąć się - albo rozpocząć wojnę”.

Są informacje o mobilizacji w Anglii i we Francji, o dywersji na terenie Gdańska. Jednocześnie na 2 stronie jest przypomnienie: całe społeczeństwo musi walczyć z obcym wywiadem. Kolejne teksty, powołujące się na zagraniczne agencje prasowe donoszą o demonstracjach w Niemczech przeciwko wojnie. Amerykańska prasa określa Hitlera i spółkę epitetem „gangsterzy”, są dalsze zarządzenia obronne wprowadzone przez Polskę wobec agresywnej postawy III Rzeszy, ogłoszenia drobne, krótkie porady np. jak zachować się na ulicy podczas ataku lotniczo- gazowego, tabele wyścigów i komiks. To wszystko uzupełnione o repertuary kin, teatrów, afisze premier- m. inn. filmu z Douglasem Fairbanksem, czy rewii politycznej Pakty i Fakty z premierą na 2 września.

 

Jeśli ówczesny czytelnik gazet mógł mieć jeszcze nadzieję, że Hitler nie rozpęta wojny, po zakupie 1 września np. Kurjera Czerwonego dowiadywał się czegoś zgoła innego. Na pierwszej stronie ogromny tytuł „ Rozbójnicy świata – Niemcy napadli dziś na Polskę. O stalowy mur bohaterskiej armii rozbije się bandycki napad na Polskę”. Poniżej jest zdjęcie marszałka Rydza- Śmigłego z podpisem „Wodzu prowadź!” Widoczna jest oczywiście odezwa prezydenta Mościckiego i zaraz pod nią - pierwsze wieści z frontu. Przekroczenie granicy przez Niemców, pierwsze naloty, początek walk o Westerplatte. Z masy mniejszych i większych tekstów mówiących o reakcjach międzynarodowych godny uwagi jest ten, mówiący o postawie Rosji sowieckiej wobec napaści Hitlera: „Mołotow stwierdził, że Sowiety nie chcą brać udziału w tej wojnie (…) i określił Niemców jako agresora”. Kolejne szpalty gazety to ogłoszenia i efektowne graficzne plakaty najnowszych filmów „Honolulu”i „Białej Kawalkady” z Joan Crawford. Widać, że mimo informacji o wybuchu wojny (choć z pewnością szokujących dla każdego Polaka), starano się zachować normalność. Na razie był to odnotowany fakt prasowy. Wydanie dziennika Czas-7 wieczór z soboty, 2 września z informacją „Wojna światowa- kwestią najbliższych godzin” konfrontuje czytelnika z faktem eskalacji konfliktu na skalę światową. Lada chwila Anglia i Francja rzucą Hitlera na kolana, nie może być inaczej! Poza tym „nasza bohaterska armia zniszczyła wrogowi 100 czołgów i 34 samoloty”. Zaplanowano rozpoczęcie roku szkolnego 1939/1940 na poniedziałek 11 września. Ani słowa nie ma o tym, że przegraliśmy bitwę o granice.
Weiterlesen...
 
Zabici Niemcy w Darłówku PDF Drucken E-Mail
Historia miasta - Historia lat II Wojny
Montag, den 08. April 2013 um 07:00 Uhr
There are no translations available.

Tomasz Wojciechowski

Podczas budowy Wojskowego Ośrodka Wypoczynkowego w Darłówku na Pomorzu Zachodnim, w latach 70 ubiegłego wieku, w trakcie prac ziemnych  natrafiono na szkielety ludzkie. Przeprowadzona ekshumacja ujawniła że były to szczątki 29 osób , w tym jednego dziecka do 15 m-cy, trzech kobiet i mężczyzn. Wszyscy zginęli śmiercią nagłą i w tym samym czasie. Szkielety ułożone były równo , w wykopanych wcześniej dołach. Kim mogły być te osoby?

W grudniu 1971 roku ówczesna Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Koszalinie wszczęła śledztwo w sprawie popełnienia zbrodni na jeńcach wojennych na terenie powiatu sławieńskiego, lecz 5 lat później śledztwo zawieszono z powodu braku dalszych dowodów, oraz hipotez co do zbrodni hitlerowskich na jeńcach wojennych na terenie Sławna. - Na początku tego roku podjąłem to zawieszone śledztwo- informuje Prokurator  Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Koszalinie, Krzysztof Bukowski- i zwróciłem się o wyjaśnienie do Zentralle Stelle w Ludwigsburgu w celu informacji. Sprawa dotyczyła między innymi zabójstwa w 1945 roku w Darłówku co najmniej 29 osób narodowości niemieckiej, przez funkcjonariuszy państwa nazistowskiego.

Że były to osoby pochodzenia niemieckiego, które padły ofiara egzekucji, świadczy kilka konkretnych dowodów.

Zuletzt aktualisiert am Samstag, den 27. Dezember 2014 um 21:13 Uhr
Weiterlesen...
 
Ocalić od zapomnienia PDF Drucken E-Mail
There are no translations available.

Ocalić historię od zapomnienia

 

Koszalińscy harcerze postanowili uwiecznić historię ludzi, dziś mieszkańców Koszalina, którzy czynnie walczyli w czasie II Wojny Światowej.

„Babciu, Dziadku opowiedz...." każdy z nas choć raz zapragnął usłyszeć jakąś ciekawą historię z przeszłości naszych dziadków.

Jednak lata mijają, nasi dziadkowie robią się coraz starsi. Czasem pamięć zaczyna zawodzić, a i my niestety coraz rzadziej zachęcamy ich do opowieści, nie zdając sobie sprawy, że powoli tracimy świadków najtragiczniejszych zdarzeń w historii naszego kraju. Ponieważ bohaterowie tamtych czasów to nie tylko okrzyknięte sławą postacie z książek i podręczników, to nasi dziadkowie i sąsiedzi.

Żołnierze, sanitariuszki, posłańcy, łączniczki - wszyscy młodzi i waleczni, pełni wiary i zaangażowania pomagali małymi kroczkami dojść do wolności Polski.

Co zrobić, aby wraz z upływem czasu pamięć o nich nie zniknęła? Odpowiedz znalazł sztab ogólnopolskiego harcerskiego rajdu „Arsenał" dzięki któremu jedna z koszalińskich drużyn postanowiła uwiecznić historię tych ludzi.

Członkowie HKTP PTTK „Sezam" im. Aleksandra Kamińskiego skontaktowali się w tym celu z Przewodniczącym Stowarzyszenia Szarych Szeregów w Koszalinie, Jerzym Leonowiczem. Uzyskali kontakty do innych weteranów wojennych co zaowocowało wywiadami z Bernardem Konarskim, Januszem Bielakiem i oczywiście Jerzym Leonowiczem.

Każda z opowiedzianych przez nich historii jest inna, każda skomplikowana i tragiczna, jednak wszystkie kończą się w tym samym miejscu – Koszalinie.

„Kiedy do mojego domu zapukała Rewizja UB-owska, zrobiłem w tył-zwrot wsiadłem na rower i pojechałem do miasta"

Jako pierwszej posłuchajcie historii Janusza Bielaka (pseudonimy „Bil" i „Stefan"). Urodził się 2 września 1927 r. w Lublinie. Matka, Janina Bielak, zmarła na gruźlicę, gdy ten miał 7 lat, ojciec po jakimś czasie związał się z macochą, Henryką Bielak. Sam ojciec pana Janusza – Bronisław został zamordowany w Oświęcimiu. Od tego czasu druh Janusz pozostawał pod opieką macochy, aż do jej śmierci po wojnie.

Pan Janusz zapytany o swoją działalność w konspiracji zaczyna swoją historię słowami „Konspiracja zaczęła się dla mnie od dnia, w którym do mojego domu przyszła Rewizja UB-owska, która miała mnie aresztować. Ja zrobiłem w tył zwrot, wsiadłem na rower i uciekłem do miasta..." i tak zaczęła się tułaczka: najpierw w domach koleżanek, kolegów z drużyny, potem po uzyskaniu fałszywych, dokumentów poza Lublin.

Działalność w harcerstwie

„Bil" w ZHP był od 1936 r. w LDH przy szkole nr 8 przy ul. Dolnej Panny Marii. Po wybuchu wojny został wciągnięty do samorzutnej grupy konspiracyjnej przez Zbigniewa Żórawskiego, który w 1942 r. wprowadził grupę do konspiracji zorganizowanej przez Pawła Krupczaka ps. „Hipolit". Przysięgę składa w listopadzie 1942 w sali przy Kościele Wizytek. Przynosi zakopany przez ojca pistolet.

W lecie 1943 r. zostaje zwerbowany przez Tadeusza Rossiana do Szarych Szeregów. Późną jesienią obejmuje dowództwo I drużyny im. generała Władysława Sikorskiego z przybocznym „Tadkiem" - Tadeuszem Rossianem. Drużyna wchodzi w skład „Bojowych Szkół" pod dowództwem „Ryszarda", a potem „Struga" - Henryka Ślusarskiego. Do akcji drużyna jest dobrze przygotowana – posiada broń, telefony, rakietnice, karabin maszynowy, ale z braku rozkazów „Strugi" do działań nie podchodzi. Szkolenia odbywają się w mieszkaniach i w terenie (na poligonie czechowskim).

Wiosną 1944 r. „Bil" ulega ciężkiemu wypadkowi, podczas bombardowań sowieckich leży w szpitalu. Prowadzi akcje : „Katyń", „October", „Listopad 1918-1943", działalność antyalkoholową, niszczy budowane przez Niemców okopy i schrony, zarzuca polskie flagi na latarnie itp. 22 lipca jest świadkiem straszliwej rzezi więźniów na Zamku, dokonanej przez uciekających Niemców, którzy wymordowali około 800 osób; bierze udział w wynoszeniu ciał poza teren Zamku. Przedziera się z grupą (wśród ognia artyleryjskiego i zrzucanych bomb) na Czechów Górny, gdzie obserwuje silną obronę niemiecka i pomaga razem z „Tadkiem" w rozpoznaniu sytuacji „Ruskim". Znajduje się między dwoma przeciwnikami i jest świadkiem ostrej walki. Po bitwie gromadzi broń i ekwipunek porzucony przez oba wojska. 24 lipca rozbraja żandarma, zbiera pancerfausty, pistolety, pepesze. Organizuje oddział z opaskami. 25 udaje się do śródmieścia, ogląda przemarsz olbrzymich kolumn sowieckich oraz ujawniających się niedobitków niemieckich. Penetruje piwnicę „Pod zegarem" oraz duże składowisko broni na KUL i wreszcie spotyka polskie wojsko, śpiewające patriotyczne piosenki. Pojawia się „Strug", polecając uzbroić się, założyć opaski i zapewnić ochronę Domu Żołnierza, gdzie przed wojną, na ostatnim piętrze, mieściła się Komenda Chorągwi. 26 lipca następuje zgromadzenie całego oddziału w liczbie 120 osób przed Domem Żołnierza, przemarsz ulicą Lipową do Narutowicza i zakończenie działań.

Po przejściu frontu drużyna nadal spotyka się na zbiórkach, głównie w rejonie poligonu, gromadząc broń, ćwicząc musztrę pod okiem „Ryszarda" i „Struga", prowadząc również akcję antyberlingowską i przeciw PKWN, rozklejając afisze i ulotki. Mimo ścisłej konspiracji, UB przeprowadza w jego mieszkaniu na Górnym Czechowie 6 rewizję i znajduje duży arsenał broni. „Bil" jest w tym czasie poza domem, ukrywa się u rodzin kolegów – Perlińskiego i Kujawy.

Koniec wojny i co dalej?

Druh Janusz uzyskuje fałszywą Kennkartę na nazwisko Jan Koszerki i przenosi się do wsi Baraki (pracuje tam przez pół roku jako terminator szewski). W czerwcu 1945 znów zmienia tożsamość na nazwisko Jerzy Konarski, po czym przenosi się do Łukowa, gdzie pracował jako laborant fotograficzny. W styczniu 1946r., z pomocą Tadeusza Próchniewicza ps. „Dąb" - żołnierza 27 Dywizji AK, wyjeżdża do Łodzi, gdzie pracuje w centrali „Społem". Kontynuuje edukację, po małej maturze we wrześniu 1946 r. w Łodzi (pod fałszywym nazwiskiem). Swoją przyszłą żonę Zofię Kurowską poznał w 1947 r. w klasie maturalnej, pobrali się rok później. Potem Bielak przenosi się do Gdańska, kończy Liceum Handlowe w Sopocie, gdzie po amnestii zdaje maturę jako Janusz Bielak. Po ukończeniu studiów przenosi się w 1958 r. do Koszalina, gdzie jako docent doktor habilitowany nauczał w Wyższej Szkole Inżynierskiej.

Małżeństwo Bielaków wychowało trójkę dzieci, dwie córki oraz syna. Jedna z córek - Anna, kontynuując tradycję rodzinną, wstąpiła do Harcerskiego Klubu Turystyki Pieszej „Sezam", brała udział w licznych działaniach i obozach drużyny.

Jest więc duża szansa na to, że osobom takim jak Pan Janusz uda się pozostawić po sobie cząstkę indywidualnej historii poprzez opowieści, zdjęcia, dzieci i wnuki. Natomiast my jako patrioci, winni jesteśmy pielęgnować ją najstaranniej jak potrafimy.

 
<< Start < Zurück 1 2 Weiter > Ende >>

Seite 1 von 2
wszystkie prawa zastrzeżone :www.przyjaciele.koszalin.pl
projekt i wykonanie: